Wywiad z Delvon Lamarr Organ Trio

"Myślę, że trzy to magiczna liczba", mówi Delvon Lamarr o swoim trio i nie możemy się z nim nie zgodzić.

31. edycja Warsaw Summer Jazz Days ruszyła 7. lipca i zespołem, który wprawił w ruch cała machinę festiwalową było organowe trio prowadzone przez Delvona Lamarra. Razem z nim na scenie pojawili się Jimmy James grający na gitarze, oraz najnowszy członek zespołu perkusista Dan Weiss. Trio w swojej muzyce nawiązuje do klasycznych brzmień i stylu jazzowo-soulowych trójek, które popularne były w latach 60. ubiegłego wieku. Jednak robią to w oryginalny sposób, mieszając swój z styl z nowszymi brzmienia jak hip hop, funk czy nawet pop. Na swoim koncie mają już trzy albumy studyjne oraz dwa koncertowe i cały zestaw singli, a wszystko w wydane w rewelacyjnym Colemine Records.


Zaraz po koncercie udało się Qbie złapać cały zespół na dosłownie 15 minut w ich garderobie, gdzie pomiędzy gryzami kanapek i ziewnięciami podzielili się swoim spojrzeniem na funk, pandemię, rytm i planami na przyszłość.


Jeżeli wolicie posłuchać tego wywiadu, to sprawdźcie naszą audycję "What's Funk".

Zdjęcia z koncertu robił nasz dobry ziomek i mistrz Michał Białowąs!



Qba: Co to jest Funk?


Delvon Lamarr: Czym jest funk? To brzmi jak pytanie Jimmy'ego Jamesa.


Jimmy James: Ok, więc powiedziałbym, że to zależy, bo wiem też, że funk to po niemiecku radio. Ale funk w Stanach, to właściwie groove, to w zasadzie uosobienie Jamesa Browna. To groove, którego nie można powstrzymać, z linią basu, która po prostu nie może się wycofać, i groove’ową linią gitary, która po prostu nie przestaje ciąć. Ale tak na serio, to funk powstaje z elementów rhythm and bluesa, albo po prostu bluesa i dodaje do tego synkopowanie. Wtedy zaczynasz kręcić tyłkiem, ruszać biodrami i ramionami we wszystkie strony. Tym jest właśnie funk dla mnie.

Dan Weiss: Dla mnie funk to impreza: ludzie dobrze się bawią, dobry rytm, mocno uderzające bębny, dobry backbeat. Wszystko Na Jeden, słowami Bootsy Collinsa. Tak, stary, to tylko impreza; po prostu ludzie dobrze się wtedy bawią, o to właśnie chodzi.


Qba: Byliście tu trzy lata temu, przed pandemią, a teraz jesteście kiedy pandemia, miejmy nadzieję, się skończyła. Więc jak to było dla was, siedzieć w domu i nie grać, a teraz wreszcie móc to robić?


Delvon: O rany, wiesz, kiedy wybuchła pandemia, byliśmy w pełnym rozkwicie, po prostu zasuwaliśmy do przodu. W 2020 roku mieliśmy być w Europie jakieś cztery razy i to się tak nagle skończyło. To było dziwne, ponieważ nigdy nie spędzaliśmy tak dużo czasu w domu, więc zastanawialiśmy się, co robić. Jak utrzymać zespół? Jak płacić rachunki? Wszystko to po prostu się nagromadziło, ale jedną z dobrych rzeczy, które z tego wynikły, było to, że nie będąc w trasie, mogliśmy siedzieć i skupiać się na muzyce. Więc wszyscy staliśmy się bardzo kreatywni i po prostu pisaliśmy wszelkiego rodzaju muzykę. Moja żona, nasza menadżerka, umieściła nas w studiu i zaczęliśmy nagrywać całą tę muzykę. Więc mamy tonę muzyki, która jest już nagrana i gotowa do wydania w późniejszym terminie. Ale to była walka. Teraz wracamy; fajnie jest grać muzykę przed prawdziwymi ludźmi. To jest coś, czego nigdy więcej nie uznam za pewnik, nie żebym tak uważał wcześniej, ale naprawdę zaczynasz za tym tęsknić, gdy tego nie ma.


Qba: Czy czujecie inną atmosferę na koncertach na całym świecie teraz, kiedy publika również siedziała w domu i mogła jedynie słuchać muzyki w radiu, a teraz wreszcie jest na żywo?


Dan: Tak, zdecydowanie. Tak samo jak bolało nas to, że nie mogliśmy grać, tak samo bolało ludzi to, że nie mogli iść posłuchać muzyki. Do dzisiaj jest tak, że prawie na każdym koncercie, który gramy, ktoś podchodzi do nas, mówiąc „to jest mój pierwszy raz od dwóch i pół roku”, i czujesz jak bardzo są wdzięczni. Myślę, że ludzie są z pewnością bardzo podekscytowani tym, że wracają i są wśród ludzi i po prostu patrzą na swoje twarze. Zdecydowanie można powiedzieć, że ludzie są gotowi wyjść z domu.


Qba: Zwłaszcza ja! To dopiero mój drugi koncert zespołu z zagranicy. W zeszłym tygodniu był w Warszawie zespół Azymuth.


Dan: Fajnie, właśnie graliśmy z nimi w Niemczech.


Qba: Co takiego jest w tej muzyce, którą gracie, że zazwyczaj gra się ją w trio?


Delvon: Istnieje długa tradycja jazzowych, soul-jazzowych instrumentalnych trio. W tamtych czasach mieliśmy koty, takie jak Dr Lonnie Smith, Jimmy Smith, Charles Earl i wszyscy ci faceci. Nie wiem, myślę, że trzy to magiczna liczba, bo co mnie osobiście się w niej podoba to, że mogę czasem kontrolować kierunek muzyki. Gram na basie i wszystkim innym, więc jeśli Jimmy James wrzuci coś w rodzaju cytatu lub czegoś, mogę powiedzieć „bam, mam cię, znam to” i po prostu to gramy. Czasami gramy cztery lub pięć różnych piosenek w jednym utworze i to sprawia, że ​​muzyka jest świeża, interesująca, angażuje ludzi. To byłoby trudne do zrobienia z większą liczbą muzyków, ponieważ musiałbyś być dobrze zorganizowany, żeby to zrobić.

Jimmy: Myślę, że masz też miejsce, żeby się otworzyć i trochę bardziej wyluzować. Mam na myśli to, że w ten sposób masz więcej wolności, ponieważ gdy masz więcej ludzi, musisz pozostać w swojej małej przestrzeni, a kiedy masz to, możesz np. zagrać szybciej lub być bardziej ekspresyjny, a w dużej grupie byłoby to ciężkie. Nie tylko trio organowe, ale może to być dowolne trio, w którym każdy może się otworzyć, zrobić swoje i odlecieć w stratosferę.


Qba: Ja też jestem perkusistą, choć niezbyt dobrym, i słyszałem jak mówisz w jednym z wywiadów, że od perkusisty oczekujesz równego grania. Po dzisiejszym koncercie rozumiem to w zupełności, bo Dan był jak dyrygent rytmiczny.


Dan: Bardzo często w ogóle nie słucham. Dosłownie po prostu siedzę i liczę, a gdy usłyszę nutę, to wiem, że nadchodzi zmiana i działam. Ale są chwile, kiedy nie słucham, ponieważ oni zawsze próbują się podpuszczać i myślę, że czasem próbują też podpuścić mnie i zobaczyć, jak sobie poradzę. Myślę, że mają trochę przyjemności z tego. Dlatego jako dziecko zawsze chciałem zagrać w trio organowym, bo to jest idealne do takiego grania i to jest to, co kocham robić. Ale czasami jest to denerwujące, ponieważ mówię po prostu „Nie słuchaj! Nie, nie słuchaj”, ale jest to super i zawsze staram się grać dla nich równo.


Qba: Jest tak, że oni szaleją wokół ciebie, grając funk, bluesa czy cokolwiek, a ty siedzisz spokojnie. Może dajcie też jemu poszaleć trochę?


Dan: Czasami tak robią. Za pierwszym razem, kiedy to się zdarzyło, pomyślałem „Co? nie ćwiczyliśmy tego”! Na przykład, kiedy po raz pierwszy zacząłem z nimi grać, to było jak wyrywkowe sprawdzenie piosenek „W porządku, to znasz, fajnie”, „A co z tym?” „No dobrze, to też znasz”. Pozwolili mi w końcu grać na żywo, i zaczęli robić to samo, a ja na to „Co się dzieje?”. Więc z jednej strony chcę się z nimi bawić, ale wiem, że moim zadaniem jest utrzymywanie rytmu.

Jimmy: To jak tornado i huragan wiejące w różne strony, a on musi być jak słup, który pozostaje na ziemi bez względu na to, co się stanie. Nie może się podnieść, nie może się poruszać, musi tam pozostać.


Delvon: Jeśli tego nie zrobisz, może się to dość szybko wykoleić.


Qba: Powiedziałeś, że przygotowaliście już tony muzyki na kolejny album. Ale czy macie inne plany na kolejną porcję muzyki z być może innymi aranżacjami? Nie tylko tria?


Delvon: Tak, właściwie to pracujemy nad projektem, który nazywa się DLO3 i przyjaciele, i zaczęliśmy go już nagrywać. Zasadniczo to Delvon Lamarr Organ Trio jako fundament zespołu, do którego zamierzamy włączyć ludzi z całego świata, których poznaliśmy. To będzie tylko projekt nagraniowy, więc prawdopodobnie nie będzie żadnych koncertów na żywo. Ale może…


Jimmy: Nagraliśmy już kilka z tych piosenek. Ale czy zapamiętaliśmy, jak je grać, to już się okaże…


45 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie